Mniej więcej w wieku 15 lat
oprócz nałogu czytania dopadła mnie nagła i nieprzemijalna miłość do poezji. Na pierwszy rzut wzięłam się za Pawlikowską - Jasnorzewską, potem
dołączył do niej Tuwim. A potem ?
Potem to już cała dłuuuga
lista. Nigdy nie kierowałam się modą na kogoś,
czytałam wszystko co mi w duszy zagrało. Do dziś półki zalegają tomiki
do których już nie zaglądam, ale też jest wiele zbiorów wierszy, z którymi związałam
się na całe życie.
Dzisiaj w nocy miałam
śmieszny sen. W ślad za przedziwnym ciągiem zdarzeń jak to we śnie bywa, nieistotnych
w sumie, bo zamglonych przebudzeniem, znalazłam się na jakimś spotkaniu pod tytułem
konkurs recytatorski J.
Istotnym momentem tego snu
stał się fakt, że nagle postanowiłam w nim wystąpić z wierszem Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej
– Barwy. Obudziłam się z ostatnim wersem na ustach.
Oto jest fiolet
drzewa cień idący żwirem
fiolet łączący miłość czerwieni z szafirem.
Tam brzóz różowa kora i zieleń wesoła
a w jej ruchliwej sukni nieb błękitne koła.
A we mnie biało, biało cicho jednostajnie
bo noszę w sobie wszystkich barw skupioną tajnię.
O, jakże się w bieli mej białości męczę
chcę barwą być - a któż mnie rozbije na tęczę.
Malujemy świat pełen barw, w którym każdy kolor opowiada swoją własną historię, niosąc ze sobą unikalne znaczenie i emocje.
OdpowiedzUsuń